Legenda o Wielkoludzie – czyli opowieści z St Michael’s Mount

10008131570002600– Mamo! Chodźmy posłuchać o czym opowiada ta Pani? – poprosiła Amelia na widok dziewczyny, która w zamkowym ogrodzie, z przejęciem, gestykulowała coś licznej dziecięcej widowni

– No dobrze, ale tylko chwilkę – odpowiadam kapitulując pod naporem jej sarnio-maślanego spojrzenia i usadowiwszy się na dywanie rozłożonym na trawię zaczynam przysłuchiwać się opowieści…Oto ona (tylko nieznacznie zmodyfikowana przez autora tegoż bloga w celu podkręcenia dramaturgii)…

” Panie i panowie, dziewczęta i chłopcy! Witajcie w krainie, po której kiedyś spacerowały kolosy. Jak mówi legenda dawno, dawno temu żył sobie na górze olbrzym o imieniu Kormoran, który łagodnie mówiąc do najmilszych nie należał…Powiedzmy sobie szczerze – był wrzodem na tyłku (moja latorośl bardzo jest wyczulona na słowo na d… i kategorycznie zakazuje mi używania tego jakże przecież „soczystego” wulgaryzmu, który bijąc się w pierś, czasami mi się wymsknie ;)) dla mieszkańców wioski, ponieważ jego nieposkromiony apetyt domagał się ofiar. Pół biedy gdyby kradł tylko owce i krowy…Najgorsze jest to, że upodobał sobie również dzieci, co prawda dla usprawiedliwienia tylko te niegrzeczne ale sami widzicie jak marne to usprawiedliwienie… Wracając do opowieści… Ciągnęłoby się to może i latami gdyby nie młody chłopak o bardzo wyszukanym imieniu Jack ( nie to co jakiś tam Szewczyk Dratewko…)… No więc Jack zdenerwował się nie na żarty, a że był bardzo odważnym chłopcem, pożyczył od ojca łódkę i w ciepłą letnią noc wyruszył na spotkanie z Kormoranem. Noc była spokojna i zupełnie bezwietrzna, tak cicha, że Jack słyszał głośne chrapanie olbrzyma dochodzące ze szczytu. Wiedząc, że Kormoran śpi twardym snem, Jack, w którego głowie zakiełkował chytry plan przechytrzenia olbrzyma, rozpoczął kopanie ogromnej dziury na ścieżce prowadzącej na szczyt…Kopał i kopał a jak już dokopał się do wody to zaprzestał… Kiedy pierwsze promienie słońca rozświetliły Ziemię, Jack zagrał na swoim rogu najgłośniej jak umiał. Przebudzony i bardzo głodny Kormoran zbiegł ze wzgórza w poszukiwaniu źródła dźwięku. Oślepiony przez poranne promienie olbrzym nie zauważył głębokiej dziury wykopanej przez Jacka. Potknął się, wpadł do jamy i złamał kark na miejscu (już bardziej obrazowo się nie da chociaż w późniejszej weryfikacji legendy spotkałam się również z wersją, że Jack rozrąbał mu dodatkowo głowę kilofem)… Jack, aby upewnić się, że Kormoran już nigdy więcej nie będzie nękał mieszkańców wioski, wyrwał maleńkie, kamienne serce olbrzyma i wyrzucił najdalej jak umiał. Studnia, w której spoczywa legendarny olbrzym istnieje po dziś dzień i przy odrobinie szczęścia lub jak kto woli pecha może uda nam się dostrzec jego łypiące oko… Zawiedzionych nieudaną próbą dostrzeżenia Kormorana zapraszam w górę ścieżki na zamkowe wzgórze gdzie bez problemu odnajdziemy jego kamienne serce, które ciągle bije jak twierdzą niektórzy goście wizytujący zamek. Co się stało z Jackiem, zapytacie??? A więc Jack wrócił do swojego domu gdzie oberwało mu się trochę za pobrudzone spodnie ale postanowił nie pisnąć nawet słowa o swoich przygodach, dopóki nie odkrył swoich nadprzyrodzonych zdolności do posyłania olbrzymów do diabła. Wszyscy słyszeliśmy bajkę o Jasiu i magicznej fasoli ale tę historię opowiem innym razem…”

Pora ruszać na zamek…

DSC_0390

DSC_0434

DSC_0414

DSC_0480

DSC_0471

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s