Dydh Da (Dzień Dobry po kornijsku)…

DSC_0173
Port w St Ives podczas odpływu

Od czego by tu zacząć???…Może od tego, że aby zobaczyć wszystkie warte zobaczenia miejsca w Kornwalii brakłoby nam nie tylko urlopu ale i całego życia…Może od tego, że nie spodziewaliśmy się w najśmielszych snach takiego nagromadzenia piękna na stosunkowo niewielkim skrawku Ziemi (powierzchnia Kornwalii to niecałe 3500 km² – dla porównania powierzchnia najmniejszego z województw w Polsce – opolskiego to ponad 9000 km²)…Może od tego, że ludzie tutaj jacyś bardziej życzliwi, pomocni i z dużym poczuciem humoru (obwiniam Słońce za ten stan rzeczy lub po prostu, skromnie, mój urok osobisty)… Nie raz zaoferowano nam, O nie! może źle to ujęłam, dano po prostu ciasto, że tak się wyrażę za „free” dla naszej pociechy, pomimo naszych ostrych protestów, że przecież tak się nie godzi, że zapłaciliśmy tylko za dwa kawałki po czym i tak dodatkowa porcja lądowała na talerzu poprzedzona machnięciem ręką i szerokim uśmiechem sprzedawcy (żeby nie było, zazwyczaj nie zamawialiśmy dla latorośli bo nadzwyczajnie w świecie jest dzieckiem, które za ciastami nie przepada i kręci nosem praktycznie nad każdym)…Może, że gdyby ktoś zasłonił nam oczy tak jak podczas zabawy w ciuciubabkę, zakręcił kilka razy po czym teleportując na plażę w Kynance Cove poprosił o to aby rozszyfrować gdzie w tej chwili się znajdujemy, pierwsze co przyszłoby nam do głowy to Tajlandia lub co najmniej Grecja i tylko temperatura wody zdradza, że mamy do czynienia z duuuużo chłodniejszym klimatem…Może od tego, że mewy to perfidne do granic możliwości ptaszyska, które do perfekcji opanowały złodziejskie techniki zdobywania pokarmu na plaży, wyszarpując po prostu z ręki, bez ceregieli, to co w ręce akurat mamy ( to nie żartobliwa dygresja a poważne ostrzeżenie! zapinajcie torby na plaży bo może się zdarzyć, że po powrocie z kąpieli morskiej czeka was niespodzianka w postaci mewy siedzącej w waszej torbie i zajadającej kanapkę)…Może od tego, że nabawiłam się tam autobusofobii jakkolwiek idiotycznie to brzmi…Co to takiego??? A mianowicie lęk przed pojawieniem się autobusu jadącego z naprzeciwka na drodze szerokości półtora metra…Uwaga!!! Dotycząca zwłaszcza przesadnie martwiących się o własny środek lokomocji (samochód mam na myśli…) Drogi są WĄSKIE, baaaardzo wąskie…Momentami tak wąskie, że jeśli akurat natraficie na autobus możecie pożegnać się z dotarciem do celu na czas, zwłaszcza jeśli za wami ustawiło się kolejnych 30 samochodów i niestety ten ostatni musi wycofać do najbliższej zatoczki a po nim jeszcze pozostałe 29, no i ostatecznie Wy…Dochodzimy do dramatycznego finału, w którym z drżeniem serca obserwujemy czy autobus, aby na pewno, mijając was szczęśliwie nie przerysuje wam karoserii…A teraz konkluzja i dobra rada! Omijajcie jeśli tylko się da lokalne i polne drogi ( zaznaczone białym kolorem na mapach) a jeśli już nawigacja skieruje was na nie lub po prostu nie ma innej możliwości to módlcie się żeby nie spotkał was autobus…No i ostatnie może…Może dajmy czasem szansę tym podróżą w nieznane za rogiem lub miedzą-jak kto woli, bo potrafią solidnie zaskoczyć i okazać się równie ekscytujące jak te na inny kontynent…

„Nie odkładaj marzeń, odkładaj na marzenia”…autor niestety nie znany ale mówi z sensem…

RUSZAJMY!!!

DSC_0501

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s