„Cudze chwalicie, swego nie znacie…” – Keswick

Zabiorę was dzisiaj na spacer drogą, którą przemierzałam setki razy… Męczę nią wszystkich pozytywnie zakręconych,  którzy wpadli na ten, wydawać by się mogło, szalony pomysł jakim jest spędzenie urlopu w jednym z najbardziej deszczowych miejsc na świecie…Nie będzie grubą przesadą jeśli powiem, że jest to jedna z najpiękniejszych, przy sprzyjających warunkach pogodowych oczywiście, tras spacerowych jakie znam a już na pewno jedna z najbardziej widowiskowych w Lake District…Nie mniej istotny jest fakt, że cała trasa dostosowana jest do osób w różnym przedziale wiekowym… Nieważne czy masz 2 lata (tyle lat miała nasza córka gdy po raz pierwszy przedreptała prawie całą na swoich wówczas krótkich nóżkach)czy 72…Z łatwością podołasz wyzwaniu…Mało tego, że podołasz to nabierzesz apetytu na więcej…Z każdym krokiem dylemat będzie przepoczwarzał się i zmieniał… W którym momencie zawrócić? Jak daleko uda nam się zajść? i czy zdążymy przejść całą trasę zanim zapadną ciemności?… No nikt nie mówił, że życie wędrowca jest usłane różami…Jednakże, zanim rozpoczniemy, wypadałoby się nieco posilić  – no w końcu nie samym marszem człowiek żyje a nie ma nic gorszego niż spacer z pustym żołądkiem…Jeśli tylko czas nam na to pozwala wpadamy w Keswick do Treeby&Bolton Gallery, która zajmuje się sprzedażą lokalnego rękodzieła, ceramicznych majstersztyków, obrazów uznanych i znanych w kręgach artystycznych malarzy (obecnie możliwość obejrzenia i zakupu rysunków i obrazów namalowanych przez znanego piosenkarza i autora tekstów –  a okazuje się również- o czym nie miałam pojęcia –  że niezłego plastyka Boba Dylana – ceny oscylują w granicach 10- 43 tyś złotych…). Galeria organizuje interesujące pokazy i wystawy a dla tych, którzy nacieszą już swoje oczy wszechobecną sztuką serwuje w kafeterii, znajdującej się na parterze budynku, najlepszą kawę w mieście i bez dwóch zdań zdecydowanie najlepsze ciasta w okolicy (polecamy, hmm… wszystkie!).

DSC_9666

Po opuszczeniu tego przybytku cukierniczej rozpusty nasze ociężałe kroki kierujemy w stronę jeziora Derwent Water po drodze mijając i niestety omiatając tylko spojrzeniem malutki sklepik serwujący przepyszne, tradycyjne Cornish Pastry (to nic innego jak wielki pieróg z ciasta maślanego nadziewany czym tylko dusza zapragnie – od wołowiny z kawałkami jędrnych warzyw poprzez słodkie wariacje z jabłkami i malinami na czele…).

DSC_9669

Derwent Water to jeden z największych akwenów wodnych w Lake District o długości ok. 5 km, szerokości ok 2 km i głebokości dochodzącej do 22 metrów, upstrzony licznymi wyspami (na największej, znajdującej się w niedalekiej odległości od przystani z której można wybrać się na rejs statkiem po jeziorze, znajduje się  wybudowana w 1778 przez Josepha Pocklingtona posiadłość,aktualnie należąca do organizacji Narodowego Dziedzictwa (National Trust) zajmującego się zabytkami Wielkiej Brytanii posiadającymi wyjątkowe walory historyczne i kulturowe. Dom, obecnie wynajmowany przez osoby prywatne, jest udostępniony dla zwiedzających 5 dni w roku.)

DSC_9676

Trasa spacerowa poprowadzona wokół tafli jeziora pozwala nam na spokojne upajanie się otaczającymi nas widokami na okoliczne wzgórza (dla mniej zaprawionych w bojach łazików, osób starszych i dzieci liczne punkty widokowe gdzie można przysiąść na ławce i rozprostować nogi).

DSC_9685

DSC_9706

DSC_9686

DSC_9710

DSC_9718

Bardzo często w tych naszych wędrówkach wokół Derwent Water za punkt kulminacyjny obieramy sobie most Ashness (Ashness Bridge) znajdujący się po wschodniej stronie jeziora (odbijamy z głównej drogi B5289 na lewo za drogowskazem, by po ok. 20 minutach lekkiego podejścia pod górę dotrzeć do mostu, gwoli ścisłości mostku). Z pewnością jest to jeden z najbardziej obfotografowanych mostów w całym Lake District co mnie akurat wcale nie dziwi… panorama jeziora jaka roztacza się z tego miejsca, niezależnie od pory roku zapiera dech w piersiach (polecamy szczególnie tzw. Surprise view  – punkt widokowy, położony nieznacznie powyżej Ashness Bridge, z którego jak na dłoni widać nie tylko Derwent Water ale położone nieco dalej jezioro Bassenthwaite i ujście rzeki Derwent.

DSC_9692

DSC_9694Myślę, że punkt ten jest doskonałym zwieńczeniem naszego wysiłku i z czystym sumieniem możemy udać się leniwie w powrotną drogę na końcu której w tzw. Parku Nadziei (Hope Park) czekają na nas w pełni zasłużone, pyszne lody English Lakes Ice Cream od ponad 20 lat wytwarzane przez małżeństwo Peter i Frances Fryer. Podejrzewam, że w najśmielszych nawet snach nie przypuszczali, że ich lody (wytwarzane tradycyjną metodą i tylko z lokalnych produktów) staną się, niemal na równi z Kendal Mint Cake, spécialité de la maison regionu.

DSC_5147_PS_shrp
Ashness Bridge

ps. Kendal Mint Cake – baton energetyczny składający się w 120% z cukru w cukrze doprawionego szczyptą mięty. Produkowany od 1869 roku, spopularyzowany przez wspinaczy wysokogórskich i ekspedycje zapuszczające się w Himalaje jako doskonałe źródło energii – pamiętam, że była to jedna z pierwszych rzeczy jakie spróbowałam w Wielkiej Brytanii – mercedes wśród produktów energetycznych i „must try” dla żądnych regionalnych specjałów jak mawiali moi angielscy koledzy… dałam się namówić… i dodam tylko, że po jednym kęsie nasze drogi rozeszły się bezpowrotnie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s