„Love it” ciąg dalszy…

W kolejnej odsłonie odcinka mam zaszczyt przedstawić w rolach głównych: Kemping Jungfrau oraz Toboggan Trails czyli tory saneczkowe gdzie poziom endorfin rośnie wprost proporcjonalnie do wysokości z jakiej udało nam się zjechać bez wylądowania w zaspie śnieżnej…

HDR_1a_resized
♥ Kemping Jungfrau w Lauterbrunnen (nazwa oznacza „wiele fontann”)- zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia a raczej pierwszego zdjęcia w folderze reklamowym. Urokliwie położony w dolinie otoczonej majestatycznymi urwiskami skalnymi, z których spływają 72 wodospady. Na największy z nich Staubbach spadający z wysokości ok. 300 metrów można zerkać ile tylko dusza zapragnie bo jest widoczny niemalże z każdego miejsca na campingu a jeśli dopisze szczęście to będzie widoczny jak na dłoni z okna naszego domu, przyczepy kempingowej lub namiotu…Ponieważ byliśmy w lutym wodospad wyglądał jakby zapadł w sen zimowy i tylko leniwie spływająca struga wody nie pozwalała zapomnieć o jego istnieniu…Podobno wiosną nabiera wigoru a ciepły wiatr rozbryzguje spadającą wodę we wszystkich kierunkach tworząc mokrą bryzę, pył wodny (Staub= kurz)…Radziłabym nie podchodzić w jego okolice bez solidnych kurtek przeciwdeszczowych no chyba że sierpniowy upał tak już dał się nam we znaki, że przemoczenie do suchej nitki jest naszym największym marzeniem…Wracając jednak do samego kempingu… Priorytetem jakim kierujemy się podczas poszukiwania noclegów jest zawsze na pierwszym miejscu cena…musi być niedrogo (w Szwajcarii to pojęcie względne ale o tym później)…musi być czysto i schludnie (niekoniecznie wystrój jak z żurnala i na bogato)…i musi być położone w ładnej okolicy (niekoniecznie w samym centrum atrakcji ale w rozsądnej odległości od miejsc, które wpisaliśmy sobie na listę „do zobaczenia”)… Kemping Jungfrau spełnia wszystkie te kryteria…przystępna cena – ( 5 noclegów w tzw mobile home – 2300 zł za 3 osoby, do dyspozycji całkiem nieźle wyposażony i ogrzewany drewniany dom – dwie sypialnie, łazienka i kuchnia (wyposażona od a do z we wszystkie potrzebne do gotowania sprzęty i naczynia) połączona z pokojem dziennym, bardzo czysto choć wg mnie przydałoby się już małe odświeżenie tu i tam…

DSC_9509

Poza tym na terenie kempingu funkcjonuje:
– sklep, w którym codziennie możemy zaopatrzyć się w świeże pieczywo (gwarantuje wam, że za szwajcarskim pieczywem jeszcze nie raz zatęsknicie po powrocie do domu), owoce, mleko i inne artykuły pierwszej potrzeby – to tutaj przeżyliśmy drugi szok cenowy gdy za 100g słoiczek kawy rozpuszczalnej popularnej marki przyszło mi zapłacić pani kasjerce (8 CHF – 32 zł) no ale jak organizm domaga się kofeiny to „cierp ciało jak żeś chciało”…
– restauracja Weidstȕbli zbierająca bardzo dobre opinie również u miejscowych, co jest dla nas ważne bo kto jak kto ale autochtoni wiedzą jak powinny smakować tradycyjne i lokalne potrawy ( za obiad dla 2 osób + 6 letnie dziecko zapłacimy o.k 60-70- CHF (240 zł) w zależności od tego z ilu dań ma się składać i ile Kirschu chcemy wypić – do Kirschu wrócę już niebawem bo jeszcze nigdy nic mnie nie rozgrzało tak szybko jak to diabelstwo
– świetlica (właśnie zdałam sobie sprawę, że to słowo to juz niemalże archaizm) dostępna dla wszystkich gości
– sanitariaty – bardzo dobrze utrzymane i niezwykle czyste
– no i recepcja, której bezapelacyjnie przyznaje 5 gwiazdek za pełny profesjonalizm, obsługę (mówiącą świetnie po angielsku – nie zapominajmy że Szwajcaria to kraj gdzie językami urzędowymi są wydawać by się mogło wszystkie języki poza angielskim a mianowicie: niemiecki, francuski, włoski i romansz tzn retoromański… zastanawia mnie fakt jak te kantony dogadują się między sobą??? no sama nie wiem…) która doradza, odradza i stara się jak tylko może aby nasz pobyt przebiegł bez zakłóceń…Już na samym wstępie dostajemy zestaw ok. pięćdziesięciu (no może przesadziłam ale dwudziestu to na pewno) map, ulotek informacyjnych, rozkładów jazdy i przewodników po regionie i w pierwszej sekundzie czujemy się trochę przytłoczeni nawałem informacji ale wkrótce przekonamy się jak bardzo ta wiedza ułatwia poruszanie się po okolicy…Jakby tego było mało z kempingu odjeżdża dwa razy w ciągu godziny darmowy autobus, który zabierze nas na dworzec kolejowy (15 min spacerem jeśli komuś nie spieszno) położony w centrum miasteczka Lauterbrunnen…Sam kemping jest bardzo dobrze oznaczony na mapach i nie sprawiło nam najmniejszej trudności odnalezienie go w dolinie…Koniec końców POLECAM i to bardzo.Zainteresowanych odsyłam na stronę internetową kempingu:www.camping-jungfrau.ch

DSC_9505

DSC_9448
♥ Tobbogan Trails – czyli szwajcarskie tory saneczkowe…Wspominałam już, że narciarstwo to obecnie dla nas „nieznany ląd” i nie zapuszczamy się jeszcze na te tereny natomiast uwielbiamy (zwłaszcza nasza córka) sanki i z pełna odpowiedzialnością orzekam, że Szwajcaria to raj dla wielbicieli tego sportu. Do wyboru mamy ogrom tras o różnym poziomie trudności, niektóre przygotowane stricte dla saneczkarzy, inne musimy dzielić z narciarzami i wielbicielami spacerów ale nawet te są na tyle szerokie, że korki nam nie grożą. My zdecydowaliśmy się na dwie i obydwie polecamy choć różniły się diametralnie (waham się waham i jestem w rozterce – przypominał mi się wierszyk z koszulki mojej córki za każdym razem jak musieliśmy podjąć decyzję, na którą się zdecydować bo chciałoby się wypróbować wszystkie a tutaj tylko kilka dni do dyspozycji…).Staraliśmy się wybrać raczej coś mniej ekstremalnego ze względu na dziecko i tutaj po raz kolejny pomoc personelu kempingu Jungfrau okazała się bezcenna. Wspólnie przeanalizowaliśmy trasy, ich poziom trudności, pokazali i odradzili te najbardziej strome choć niewątpliwie dostarczające najwięcej adrenaliny i ostatecznie zdecydowaliśmy się na dwie:
– Isenfluh – Sulwald
– Mȕrren – Allmendhubel

DSC_9410

Isenfluh – Sulwald – to jeszcze bardzo kameralna trasa (taki „hidden treasure” jak nam powiedziano) ludzi można policzyć na palcach jednej ręki ale może to i lepiej…Aby tutaj dotrzeć musimy złapać autobus nr 142 odchodzący do Isenfluh Dorf z przystanku obok dworca kolejowego w Lauterbrunnen (ok. 7.60 CHF 15 minut jazdy). Już na miejscu w Isenfluh (1081 m n.p.m) niewielkich rozmiarów czerwony wagonik kolejki linowej zabierze nas do położonego na wysokości 1530 m n.p.m Sulwald. Trasa liczy ok. 4 km (ok. 25 min zjazdu – sanki możemy wypożyczyć na miejscu w Isenfluh bezpośrednio obok kolejki – my za dwie pary zapłaciliśmy ok. 14 CHF; cena za cały dzień) i praktycznie na całej długości biegnie przez las poprzecinany licznymi potokami, które o tej porze roku pozamarzane tworzą magiczne lodowe kaskady). Ponieważ w tym roku śniegu w dolnych partiach Alp jak na lekarstwo kilka odcinków na końcowym etapie niestety musieliśmy pokonać maszerując bardziej niż zjeżdżając. Pomimo tego warto tu przyjechać bo zabawa przednia, mały tłok, przystępna cena za wjazd kolejką na górę (ok. 6 CHF ) a jeśli będziecie mieli szczęście jak my i traficie na dobry dzień pana kasjera to pozwoli wam nawet kilka razy wjechać za darmo.

DSC_9461

Mȕrren – Allmenhubel – druga przetestowana trasa jest nieco bardziej wymagająca i dostarcza zdecydowanie więcej adrenaliny. Momentami powiem brzydko ze strachu o mało nie narobiłam w spodnie…Łagodny stok notabene bardzo dobrze oznaczony, którym suniemy sobie spokojnie na początku, niespodziewanie zamienia się w stromy zjazd rozgałęziający się w kilku kierunkach a drogowskaz jak można się było tego spodziewać w kluczowym momencie zapada się pod ziemię…Koniec końców lądujemy w zaspie śnieżnej gdzieś w bliżej niezidentyfikowanym miejscu i mija dobra chwila zanim odnajdujemy właściwą drogę…Na tym nie kończą się jednak nasze problemy bo kątem oka dostrzegamy, że z prędkością światła pędzi na nas z rozwichrzona czupryna jegomość i krzyczy coś po niemiecku, w luźnym tłumaczeniu: – uciekaj, uciekaj nie dam rady zahamować! przynajmniej tak to brzmiało na moje ucho i znowu dajemy nura w zaspę śnieżną, siedzimy w niej po pas i psioczymy ile sił w płucach…W tym momencie mija mnie córka krzycząc: – Mamo!!! Przegrałaś! Jestem pierwsza! No i jak tu nie kochać sanek! Ja chyba naprawdę mam dwie lewe nogi do sportów zimowych, za to moja córka wniebowzięta i pewnie mogłaby tak zjeżdżać od rana do nocy gdyby tylko nas było na to stać 😉

DSC_9439
Garść informacji praktycznych:
Do Allmenhubel dostaniemy się kolejką naziemną z Mȕrren (liczne drogowskazy wskazują gdzie należy się udać) a bilet kosztuje ok. 8 CHF ( 31 zł) w jedną stronę od osoby (w drugą suniemy na sankach ok. 30 minut w zależności ile razy zaliczymy zaspę). Na szczycie znajduje się również restauracja, z której roztacza się piękna panorama na Jungfrau, Mȍnich i Eiger a dodatkowo ku uciesze dzieci plac zabaw gdzie nie wiedzieć skąd siły witalne od razu im wracają choć jeszcze 5 minut wcześniej umierały ze zmęczenia…No ale nie często trafia się drewniana łąka na szczycie góry czyż nie?…DSC_9415

DSC_9424

DSC_9416

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s